poniedziałek, 26 grudnia 2016

Nasz salon


Salon na początku wydawał mi się mały, aby pomieścił kanapę, biurko z komputerem Piotrka i szafki nie mówiąc już o jakimś stole. Ale jak już wszystko zostało poustawiane to salon wydaje się już prawidłowy.

Oczywiście w całym mieszkaniu panowały tapety. Ciemne, ohydne tapety, których chcieliśmy się pozbyć jak najszybciej.





Akurat w salonie zrywanie tapet szło gadko. Jedno pociągnięcie i schodziły ze ścian.



Chcieliśmy jak najbardziej rozjaśnić mieszkanko, więc do salonu wybraliśmy jasny szary kolor.


Na jednej ścianie bardzo chcieliśmy mieć cegiełki. Po jakimś czasie nasza koncepcja uległa lekkiej modyfikacji. Jako że jesteśmy rekonstruktorami i odtwarzamy m.in. Prusy z 1806 r. to zamarzyliśmy sobie pruski mur. Czyli cegły, a pomiędzy nimi drewniane belki.
Dobrze, że przyjechał do nas kolega i nam pomógł z konstrukcją, bo chyba sami nie dalibyśmy rady, lub zajęłoby nam to 5 razy dłużej. 


Przymierzanie:






Bejcowanie:


 Klejenie:



Belki skończone :)


Wnoszenie kanapy było męczące, ale efekt ze skórkami jest fantastyczny.


Jak doszły szafki, to echo stało się mniejsze.


Lampki na murze.
Było z nimi śmiesznie.
Kupiłam 3 sznury (nie było dłuższych niestety). Jak Piotrek połączył wszystkie w jedność to bardzo słabo świeciły. Na pomoc przyszedł kolega elektryk. Myślał, że przyjdzie, zrobi w 15 minut i wypije 2 piwka. Lampki niestety nie chciały współpracować i w efekcie siedział 3 godziny z mnóstwem przeciwności. Ale w końcu się udało...na szczęście.


I teraz pięknie świecą:






Jak już uporamy się z cegiełkami to napiszę kolejnego posta o salonie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz.

Miłe słowa jak i krytykę przyjmę z otwartymi ramionami :)